Brak nadzoru redakcyjnego lub personelu oznacza brak odpowiedzialności dla wydawcy internetowego

Sąd Apelacyjny 10. okręgu orzekł pod koniec zeszłego miesiąca, że firma medialna nie jest odpowiedzialna za naruszające prawa autorskie wpisy swoich freelancerów. Jeśli prowadzisz biznes online jakiegokolwiek rodzaju, tworząc treści, lub pracujesz z wykonawcami i freelancerami, znajdziesz ten przypadek interesujące.

Przerażające podsumowanie?

Niepokojące w tym orzeczeniu jest to, że sugeruje ono, iż podejście do dziennikarstwa i zatrudniania pracowników na zasadzie „arms-length” jest idealne dla dzisiejszych firm medialnych, przynajmniej z punktu widzenia odpowiedzialności. W słowach pisarki Reutersa Alison Frankel podsumowującej sprawę, „Rzekoma strona informacyjna, która zamieszcza około 1600 artykułów dziennie, dostarczanych przez minimalnie wykwalifikowanych pisarzy opłacanych częściowo za objętość i klikalność, jest zwolniona z odpowiedzialności za naruszenie praw autorskich, ponieważ w zasadzie nie sprawuje żadnego nadzoru redakcyjnego.

Jak to działa

Argumentem Examinera było to, że zareagował on na zawiadomienia o zdjęciu i usunął naruszające prawa autorskie zdjęcia ze swojej strony natychmiast po otrzymaniu powiadomienia. W ten sposób zrobił to w stopniu, jakiego można było oczekiwać, biorąc pod uwagę, jak niewielką kontrolę nad swoimi autorami sprawowała publikacja. Sędziowie uznali, że ponieważ Examiner nie kontrolował treści zamieszczanych przez swoich autorów, nie może być odpowiedzialny za zamieszczane przez nich treści naruszające prawo.

Jednak wyrok ten opiera się na prawie, które chroni portale społecznościowe przed odpowiedzialnością za wpisy ich użytkowników, a niekoniecznie miało na celu ochronę organizacji redakcyjnych przed odpowiedzialnością za ich treści lub ich autorów. To, co czyni to nieco problematycznym i przewrotnym – z pewnością z perspektywy Frankela – to fakt, że wskazuje to, iż firma medialna może chronić się przed odpowiedzialnością, trzymając swoich autorów i treści na dystans.

To nie wróży dobrze ani dziennikarstwu, ani pisarzom. Ale sprawa ma również znaczenie dla freelancerów i pracowników, a także twórców treści. Frankel pisze: „Jeśli jesteś nastawionym na zysk wydawcą cyfrowym, to jest tu model biznesowy dla ciebie. Zwolnij swoich pracowników i zatrudnij grupę 'niezależnych wykonawców’, którzy będą zamieszczać treści należące do innych ludzi. Tak długo, jak twoje umowy zawierają zakaz naruszania praw autorskich i reagujesz na powiadomienia o usunięciu, nie masz nic do stracenia zgodnie z rozumowaniem 10. okręgu.”

Porozmawiaj z prawnikiem

Jeśli pracujesz z freelancerami lub martwisz się o odpowiedzialność, zgodność z przepisami lub jakikolwiek inny aspekt działalności gospodarczej, porozmawiaj z prawnikiem. Uzyskaj wskazówki i porady ekspertów, aby dokonać właściwych wyborów dla swojej firmy.

Śledź FindLaw for Consumers na Google+.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *